wracam ze sklepu wąską ścieżką wbijam w jej wąskie koryto stopy i wzrok w ręku dynda mi siatka z główką kapusty i trochę się czuję jakbym w tej torbie nie głowę kapusty a swoją własną niosła tak sobie myślę bo brak mi łączności pomiędzy łeb a korpusem i nagle padam na kolana bo jak grom z jasnego nieba powraca do mnie dar właściwy...